Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wanilia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wanilia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, lutego 21, 2013

Z przerażeniem spojrzała w lustro, próbując złapać oddech i przywołać go do swojego naturalnego, równomiernego rytmu. Gdy już to poczyniła, zaczesała, rozgrzanymi do granic możliwości dłońmi, włosy do tyłu. Spojrzała swojemu odbiciu głęboko w oczy, poszukując jakiegoś wytłumaczenia. Jakiejś odpowiedzi na swoje zachowanie. Nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą zrobiła. Wyszeptała więc tylko..
,,Nie, stanowczo to wam odradzam.
Odradzam Wam to.
Słyszycie?
Odradzam!
Nie wciągajcie się w to. Nie róbcie tego.
Nie pieczcie o 3 w nocy!!!''

Bo praca po godzinach może przynieść zgubne efekty dla naszego organizmu. Wycieńczenie? Głód? Chema? Hemoglobina? Mistyfikacja? Halucynacja? A może utrata apetytu? może przynieść też ze sobą niesamowitą kreatywność, albo po prostu - ludzką głupotę. Zmęczenie zmienia nasz tok myślenia, nocne gwiazdy rozkazują nam filozofować, ciepło piekarnika - nakazuje wyjąć patelnię. Byleby nie postępować według swoich reguł. Byleby je złamać doprowadzając swoje ego do szaleństwa. Aby tego uniknąć, obserwujcie swoje zachowanie.. przeczytajcie poniższe opisy poszczególnych etapów szaleństwa kuchennego i jeżeli znajdziecie jakieś z tych zachowań u siebie samych, nie lekceważcie tego. Ratujcie się póki macie czas.

Etap I - Dobre chęci
Umówiliście się, chcecie sprawić przyjemność i macie to w nosie, że jest grubo po północy. Macie w nosie to, że wszyscy sąsiedzi już dawno pogasili światła, wyłączyli muzykę i TV, bo zmęczeni po pracy chcą odpocząć. Jesteście cholernymi egoistami, którzy tak naprawdę pragną komuś umilić popołudnie piekąc temu komuś babeczki. Empatycznymi Egoistami! Tak właśnie, pieczenie matką oksymoronów. Teraz szukacie pomysłu na wypiek.

Etap II - Nie chcem mi siem, ale muszem. 
Wymieszałaś składniki, zachciało Ci się potrójnej porcji to teraz męcz się, żeby jajka nie powylatywały z miski, a mąka nie fruwała niczym złoty pył z Piotrusia Pana po całej Twojej kuchni. Wymieszałaś? Dobrze, teraz czas na odpoczynek. Bo ile można mieszać ciasto na muffiny?! Co chwilę coś do niego dorzucasz i rezygnujesz, wychodzisz z kuchni i wracasz, tuptasz po całym mieszkaniu, budząc wściekłego dziadka. I czujesz się trochę jak pod wpływem upojenia alkoholowego, czy smażenia naleśników (bardzo podobne uczucie, bardzo).

Etap III - Radość.
Wypełnianie papilotek. Są taakie kolorowe, że buzia Ci się śmieje, a oczy zamykają i w efekcie wyglądasz jak chińczyk oglądający Nagą Broń 3. W piekarniku rosną tak słodko, że wydaje Ci się, że oglądasz film przedstawiający jak rozwijają się pąki Twoich ulubionych kwiatów. Tak naprawdę przysypiasz i czas za.. szybko leci.

Etap IV - Żarówka w tunelu.
Gdy tak sobie już spadasz, gdy odlatujesz przy cieple piekarnika i jesteś już w głębokim śnie, współpracujesz ze swoją podświadomością i tworzysz najpiękniejsze koszmary tych wolnych dni. Nagle doznajesz olśnienia, wskakujesz na równe nogi, biegniesz po patelnię i oznajmiasz, że muffin tej nocy nie będzie (trochę jak Grinch), a przynajmniej nie tradycyjnych. Zabierasz się za smażenie placków muffinowych. Oczywiście wszystko (albo kilka placków) konsumujesz, żeby później mieć odpały i po trzeciej pisać post na bogu, bo spać po takiej dawce cukru nie pójdziesz! Za to już wiesz, że w najbliższej przyszłości związku z cukrem mieć nie będziesz.

Etap V - światła, kamera, akcja!
Pstrykasz fotki przy sztucznym oświetleniu, uruchamiasz blogspota, wrzucasz zdjęcia, piszesz farmazony.

Etap VI - wytrzymaj jeszcze 5 minut
pieczesz ostatnią porcję muffin i w międzyczasie wkręcasz wszystkim znajomym, że jesteś adminem fejsa, dlatego przesiadujesz na nim już 4 godzinę. Jakiś powód musi być. Admin fejsa załatwi ich na najbliższe 5 minut, a Ty usłyszysz propozycje podwózki do psychiatryka, kilka zaproszeń na after party po twoim party, którego nigdy nie było.  W końcu odkładasz szpatułki do miski i siadasz wymęczona na krześle.

Etap VII - żartowałem z etapem VI, musisz jeszcze posprzątać
mówi sam za siebie

Etap VIII - ŁÓŻKO!!!!!!!!!!!
j.w


Te placki są efektem powyżej opisanych etapów. Muszę przyznać, że uzyskałam bardzo fajny efekt. Placki smakowały jak drożdżowe racuchy (chociaż wymagały znacznie mniej czasu, nie licząc mieszania składników w za małej misce) z lekkim, kokosowym posmakiem. W kuchni unosił się zapach obiadu z dzieciństwa, a na sam widok złocistych, grubych placków, człowiek zaczyna się ślinić.





Kokosowe placki muffinowe

niezliczona ilość porcji, najesz się

4 szkl. mąki
2 szkl. mleka
opak. cukru waniliowego
1/2 - 3/4 szkl. wiórków kokosowych
4 jajka
2 łyżeczki p.d.p
1,5 szkl. cukru
1 szkl. oleju roślinnego
szczypta soli

Mieszamy jak leci i smażymy na małym ogniu z dwóch stron na złoty kolor. Obsypać z cukrem pudrem. Ja podałam dodatkowo z kremowym serkiem i dżemem truskawkowym.

Smacznego. :)





Co Robisz?! Muffiny na patelni?! Wchodzicie na własną odpowiedzialność.

sobota, września 15, 2012

Więcej obowiązków, więcej postanowień, więcej silnej woli, więcej przemyśleń, więcej pracy. Kilka zdjęć sprzed wakacji, trochę notatek o wypiekach, proporcje pozapisywane na marginesie lub kartkach latających po całej szafce. Ciężko będzie mi to wszystko połączyć z prowadzeniem bloga.. ale raz na tydzień, może dwa postaram się czymś was zaskoczyć, albo przynajmniej przypomnieć o sobie, w jakiś drobny sposób.

Zapomniałam przepisu na te ciasteczka. Z trudem przypomniałam sobie, że korzystałam z książki Nigelli. Sięgnęłam na półkę i jest - wstążka założona na 259 stronie, nie otwierałam jej długie dwa miesiące. Przepraszam Nigello, przepraszam mój kulinarny zapał i aparat przepraszam. Postanawiam drobną poprawę.



Ciasteczka z czekoladą
przepis Nigelli Lawson

150g niesolonego masła, roztopionego i ostudzonego
125g jasnego cukru trzcinowego
100g miałkiego cukru
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego (cukru waniliowego lub olejku)
1 jajko z lodówki
żółtko 1 jajka z lodówki
300g mąki
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
320g mlecznej czekolady (lub gorzkiej, można dać mniej, ja użyłam 1,5 tabliczki o ile dobrze pamiętam)


Cukier trzcinowy zalać lekko przestudzonym płynnym masłem i dobrze wymieszać. Dodać ekstrakt waniliowy, zimne jajko i żółtko. Porządnie wymieszać- do uzyskania lekkiej i kremowej masy.Powoli wmieszać mąkę i sodę, na końcu dodać posiekaną czekoladę. Nigella sugeruje układanie ciasteczek za pomocą łyżki od lodów na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, ja jednak zdecydowałam się na mniejsze porcje. Piec ok. 15 minut - dzięki temu mniejsze ciasteczka będą cudownie popękane, jak te z mojego zdjęcia. :)



Chrupiące ciasteczka z czekoladą.

sobota, lipca 14, 2012

W zeszłym tygodniu upiekłam jagodzianki. Dwa pyszne podejścia. Moje ręce uformowały około 50 bułeczek. Było mi mało. Zrobiłam więc knedle (parę razy w tygodniu), a jagody dodawałam do każdego posiłku. Dzień w dzień. Dziwię się tylko, że moje zęby nie są fioletowe, a ja wciąż nie wyglądam jak duża jagódka.




Chcę się z Wami podzielić idealnym ciastem na drożdżówki wszelkiego rodzaju. Pierwszy raz robiłam je dokładnie w zeszłym roku. Rozpływa się w ustach, szczególnie zaraz po wyjęciu z piekarnika. Jest świeże na drugi dzień, nawet jeśli pominiemy dodatek ziemniaków w cieście*. Sprawdzi się idealnie jako delikatna aureola dla słodkiego serowego nadzienia, jagód czy innych sezonowych owoców.


Pragnę dodać jeszcze fakt, iż to ciasto można naładować ogromną ilością jagód (czyli tak jak wyobrażam sobie prawdziwe jagodzianki). Nadzienie nie powinno wypłynąć.. ale nawet jeśli, któraś drożdżówka niespodziewanie zacznie krwawić, proszę się tym zachwycić, a nie panikować. :)


 


Jagodzianki, najlepsze ciasto drożdżowe
12 dużych lub 25 mniejszych (zrobiłam mniejsze, ale już w tym tygodniu zamierzam upiec 'wielkoludy, a raczej 'wielkodzianki'')
znalezione u Liski

Ciasto:
7 g drożdży instant lub 20 świeżych
250 ml mleka
100 g masła
1 cukier waniliowy
450 g mąki (ok. 3 szklanek)
100 g cukru
1/2 łyżeczki soli
120 g gotowanych poprzedniego dnia, utłuczonych ziemniaków*

Nadzienie dla jagodzianek:
około 300-400g jagód wymieszanych z cukrem pudrem i cukrem waniliowym


Nadzienie dla drożdżówek z serem:
250g twarogu zmiksowanego z żółtkiem jajka, cukrem waniliowym i 2 łyżkami cukru pudru


Drożdże rozrobić z 1 łyzeczką cukru, zalać kilkoma łyżkami ciepłego mleka, dodać łyżkę mąki i odstawić na 15 minut. Następnie dodać pozostałe składniki zagniatając elastyczne ciasto, które nie powinno kleić się do rąk, w razie potrzeby dosypać mąki.
Z ciasta uformować kulę, którą przełożyć do miski. Przykryć folią i zostawić do wyrastania na ok. 1-1,5 h. Ciasto powinno podwoić objętość. Z ciasta formować bułeczki (ok. 12 sztuk). Każdą rozpłaszczyć, na środku kieliszkiem nakładać nadzienie i zlepić w kulkę.
Odstawić do wyrastania na ok. 30 minut. Po tym czasie posmarować jajkiem wymieszanym z łyżeczką wody. Wstawić do piekarnika i piec w 200 stopniach, 15-20 minut (czas pieczenia zależy od wielkości bułeczek) - do zrumienienia.

Liska radziła ostudzić na kuchennej kratce.. jednak u mnie w domu nikomu nie przeszkadzała ich wysoka temperatura, podczas zajadania ;)
Smacznego!

*Ważne, żeby ziemniaki nie były zbyt wilgotne. Jeśli używasz świeżo ugotowanych, ale koniecznie ostudzonych - zmniejsz ich ilość. Można ich również dodać do ciasta mniej, 80-90g, lub całkowicie pominąć. 
 Wersja z serem. Przepyszna!

Najlepsze ciasto drożdżowe. Jagodzianki i drożdżówki z serem.

sobota, lipca 07, 2012

..jagodzianek!
Od paru lat, to nasz rytuał. Fioletowe zęby, fioletowe opuszki palców. Fioletowe marzenia.
Wieczorem w ogródku, do kawy i grubej książki.. Na rodzinne rozmowy. Jagodzianki zdecydowanie nadają uroku wakacjom.
Duma i radość, gdy bliska osoba wyciąga rękę po następną. 
Śmiech dzieci, kłócąca się z zięciem teściowa o prawo do głosu, wspomnienia. Kolejne tygodnie zapowiadają się pięknie.. ;)

W domu cały czas pachnie wanilią.

Zrobiona przez mamę, jagódki na wierzchu, a nie w środku.. urocza, popękana. ;)


 I jedyna, którą nadziałam truskawkami.. trafiła się mnie. ;)



~~~~~~
Tym razem tylko zdjęcia. 
Nad ciastem muszę trochę popracować,
chociaż wyszło wyśmienite, to sprawiło mi trochę kłopotów.. 
Trzeba było dodać dużo mąki. Przepis stąd.

Nie ma lata bez..